czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 1

*Liam*

Każdy z nas w pewnym momencie nie wie co robić! Nie wie czy dobrze zrobił wybierając drogę którą przed laty wskazali im rodzice. Nadchodzi nas chwila zwątpienia i pragniemy za wszelką cenę cofnąć czas i naprawić błędy. Niestety nie da się! Musimy żyć z poczuciem winy i dalszymi konsekwencjami które odczuwamy do dnia dzisiejszego...

-Panie Payne słucha mnie pan?-wyrwał mnie z zamysłem męski głos
-Taa-potrząsłem głową-Tak słucham proszę kontynuować
-Przeszedł pan do mnie w jakimś celu. O co chodzi?
-Ja właśnie nie wiem
-poprawiłem się na sofie-Nie wiem co czuje, nie wiem co mam robić. Czuł się pan kiedyś niepotrzebny dla otoczenia? Nawet przez własną żonę i rodzinę. Czuł się pan nie kochany i niepotrzebny?-wpatrywałem się w niego z każdym wypowiedzianym słowem
-Właściwie to nie ale moim zdaniem tylko panu się tak zdaje panie Payne. Rodzina się o pana martwi. Zrobili by dla Ciebie wszystko Liam

Rodzina? Właściwie są dla mnie obcy. Nigdy nie odczułem miłości ze strony mamy lub taty. Nigdy nie powiedzieli mi "kocham Cię synu" "jestem z Ciebie ". Nigdy tak nie powiedzieli! Mimo tego co osiągnąłem. Mimo tego, że jestem teraz prezesem znanej firmy na całym świecie. Mimo tego, że mam kilka dziesiąt restauracji na świecie. Tak to dziwne mam 20 lat skończyłem studia i już mam własną firmę.
Jedyne co mi przekazali to to, że przez ich nie wiarę we mnie mogę szczerze być dumny z tego wszystkiego. Mam kochająca mnie dziewczynę-Danielle. Poznałem ją jeszcze zanim byłem tak "sławny i bogaty". Wspierała mnie w każdej mojej decyzji i była i powiedzieć, że nadal jest pierwszą osobą którą proszę o radę. Dzieliłem się z nią każdym moim problemem. Trochę się zmieniło. Jesteśmy już 3 lata i jeśli ktoś by mi powiedział, że będę tym kim jestem teraz wyśmiałbym mu się prosto w twarz.
Nie ufam jej już . Czuje, że mnie okłamuje, że ma znów jakieś sekrety przed mną

-Znów pan się zamyślił?-poprawił swoje okulary i nadal wpatrywał się we mnie-Często się to panu zdarza?
-Raz na jakiś czas
-Przepisze panu tabletki. One powinny pomóc
-Ale ja nie jestem chora
-To są... To są tak jakby witaminy
-uśmiechnął się po czym wręczył mi receptę
Chwyciłem kawałek papieru po czym energicznie wstałem i ruszyłem w stronę drzwi
-Do widzenia doktorze
-Widzimy się za tydzień?
-Tak


Odpowiedziałem i zamknąłem za sobą drzwi. Jeszcze ostatni raz popatrzyłem na drzwi. Ręką przetarłem okurzoną tabliczkę z napisem PSYCHOLOG EMIL FOLKROWICZ
Dotarcie do biura zajęło mi około 30 minut. Wszedłem wolnym krokiem do mojej posiadłości. Drzwi otworzył nie kto inny jak mój jeden z najlepszych pracowników-Tom. Przywitałem się z nim i ruszyłem do mojego gabinetu. Czekała mnie niemiła niespodzianka. Na biurku miałem kilka papierów do podpisania i czekała mnie dziś jeszcze rozmowa z nowym kelnerem.

-Liam pan Horan już przyszedł-powiedziała moja sekretarka po czym wyszła z gabinetu
-Witam panie Horon-przywitałem się grzecznie po czym podałem mu rękę.
-Mi pana też. Cieszę się, że zgodził się pan na rozmowę
-Przejdźmy do sedna sprawy. Ma pan dla mnie te dokumenty?
-Tak oto one
-wyciągnął z walizki mają teczkę po czym wręczył mi ją
-I to wszystko?
-Są małe komplikacje proszę pana
-powiedział Niall
-Jak wielkie?
-Pan Tomlinson wrócił do miasta
-Przecież obiecał mi pan, że to załatwi
-wydarłem się
-Miałem go zabić?-odpowiedział niepewnie, w jego głosie czuć było strach
-W najlepszym razie tak! Nie chce mieć z nim nic wspólnego a przed wszystkim z jego rodziną i znajomymi!-uderzyłem z całej siły pięścią o biurko
-Wiem, że próbuje pan zapomnieć o swojej przeszłości ale to jest pana brat!-popatrzył na mnie-Nie ważne co zrobił trzeba wybaczyć mu to
-Chce zostać sam!


Posłusznie Horan wyszedł z mojego biura. Zostawił mnie sam tak jak pragnąłem. Po tym wszystkim co wyrządził mi ma czelność wraca?
Otworzyłem leżącą teczkę przed mną. Znajdowały się tam zdjęcia i jakieś papiery. Przekładałem papierem po papieru i to co znalazłem na końcu zawaliło mój cały świat. To był testament mojego ojca!

*Zayn*

Wstałem jak zawsze punktualnie o 7, chociaż miałem ochotę rzucić budzikiem o ścianę. Wczoraj odwiedził mnie mój stary dobry przyjaciel i mieliśmy małą imprezę na dwie osoby, jeśli imprezą można nazwać siedzenie w mojej dosyć sporej kuchni i chlanie na umór we dwóch. Siedział bardzo długo, jednak nie chciał skorzystać z mojej propozycji przenocowania w moim mieszkaniu. Przecież nie będę się prosił. Może to i lepiej, chłopak nie wie, że jestem gejem i lubię czasem w nocy robić dziwne rzeczy. W każdym razie wstałem, wziąłem szybki prysznic i doprowadziłem się do jako takiego porządku. Starałem się jak mogłem, jednak sam nadal czułem od siebie smród alkoholu. Nie mogłem nic na to poradzić więc zrezygnowałem z walki. Umyłem zęby swoją ostro miętową pastą do zębów, postawiłem swoje włosy na żel i założyłem krótkie spodenki jako że pora roku tylko na to mi pozwalała. Znalazłem jakąś mniej pogniecioną koszulkę, jako że nie posiadam żelazka, a jeszcze mnie nie naszło by je kupić i ją założyłem. Spojrzałem przed wyjściem w lustro by upewnić się, że wyglądam chociaż znośnie i kiedy stwierdziłem, że nadaje się na wyjście wyszedłem zabierając ze sobą telefon, portfel i kluczę wkładając je do tylniej kieszeni spodni, które luźno wisiały na moich biodrach. Zamknąłem drzwi od mieszkania i popędziłem do samochodu mojej klientki, która bardzo nalegała, bym się zgodził na osobistą podwózkę. Co mi zależy? Nie wydam tyle na taksówkę czy autobus. Dla mnie nic złego, no nie? Prawie. Zły jest fakt, że kierowca jest w moim typie, ale ma tak cięty język, że lepiej w ogóle się nie odzywać. Ostatnio kiedy powiedziałem mu, że ma ładny garnitur wyśmiał mnie mówiąc, że: „Każdy nosi taki sam i jest on z góry ustalony przez panią Montgomery’’ Tym sposobem uciszył mnie już na dobre i więcej nie próbowałem, po prostu skomplikowani goście to nie moja liga, wole nie próbować. Jestem pewny siebie, nie zrozumcie mnie źle, ale głupio mądrzy ludzie, którzy myślą, że wiedzą wszystko najlepiej to nie mój typ, mimo że urodziwy z niego mężczyzna. Wyszedłem na zewnątrz i kiedy zauważyłem błyszczącą, czarną limuzynę czekającą pod moim domem wsiadłem do środka.
 
- Witaj, Harry.
- Panie Styles proszę i dzień dobry, panie Malik.

Westchnąłem cicho i zamiast zastanawiać się nad milionem rzeczy, które mógłbym palnąć zastanawiałem się czy nie ubrałem się zbyt pospolicie. Mam garnitur, ale nie będę przecież w garniturze sadził roślinek. Wspomniana wcześniej pani Montgomery zostawiła mi wolną rękę co do wystroju jej ogrodu, a mam ogromne pole do popisu, więc się cieszę. To będzie moja wielka próba i liczę na to, że jej się spodoba. Kupiłem dużo kwiatów, które powtykałem w różne części ogrodu tak, by były ładne i łatwe do podlewania ale i nie przeszkadzały w normalnym życiu. No bo wyobraźcie sobie na przykład wielki krzak na środku waszego ogrodu ogrodzony mozaiką i stawikiem. Niby ładnie, ale kompletnie nie funkcjonalnie. Nigdy nie pozwoliłbym sobie na coś takiego. Ja postawiłem na prostotę i wygodę, pani Montgomery ma już swoje lata, ale mimo to jest bardzo… bardzo… pełną wigoru kobietą. Nie powiem, że jest bardzo aktywna seksualnie, bo w wieku 65 lat to powinno to być już zabronione. Moim skromnym zdaniem, oczywiście.

-Panie Malik! – donośny głos jak na moje oko dwudziestoparolatka wyrwał mnie z moich rozmyśleń.
- Tak, Harry? – wyraźnie się wkurzył, ale wolał już tego nie mówić. Szczerze? Kochałem go wkurzać. To jedno z moich wielu ulubionych zajęć.

-Jesteśmy na miejscu, możesz już wysiąść? – wysyczał przez zaciśnięte zęby. 

By go wkurzyć jeszcze bardziej poklepałem go po ramieniu i wyszedłem trzaskając drzwiami z całym impetem. Odjechał tak szybko, że omal nie przejechał po moich butach. Zaśmiałem w duchu, czując że na mnie leci jednak, wiecie nie moja liga. Jego loki i ogólny wygląd jest w porządku jednak to jak się do mnie odzywa, sami widzicie. Aczkolwiek po wkurzać go lubię. Kolejny raz coś wyrwało mnie z moich zamyśleń. Obejrzałem się za siebie słysząc, że ktoś woła moje imię i moim oczętom ukazała się wysoka kobieta, o dosyć ciemnej skórze, najpewniej spalonej przez solarium, chociaż nie wiem po co, bo nie ma z tym problemu w Los Angeles; platynowych włosach do pasa i obcisłej białej sukience. Jej twarz wyglądała jak nabrzmiały arbuz z którego sączy się sok. Jej usta były rozmiarów bananów i wcale nie przesadzam, mówię poważnie, są ogromne, oczy ciemne, jak dla mnie koloru ciemnego błota, ale wolałbym jej tego nie mówić. Chciałbym, żeby mimo wszystko mnie lubiła, wiecie tak na wszelki wypadek jakbym chciał podwyżkę czy coś. Podszedłem do niej uśmiechając się na pół szczerze, nie mam pojęcia dlaczego ta kobieta jest dla mnie fałszywa ale możliwe, że sam wygląd lalki, rozumiecie już że jest po operacjach plastycznych? Gdybym rozgadał się o jej nosie pewnie nie skończyłbym do południa więc nie będę się rozgadywać. Podszedłem do niej potrząsając głową, kurde za dużo myślę, zdecydowanie! Jestem przystojny, ale sami musicie przyznać, że moja głowa także pracuje. W każdym razie podszedłem do niej i poszedłem razem z nią do jej domu, a raczej wielkiej willi z trzema basenami chuj, za przeproszeniem, wie po co, w milczeniu, jak zawsze. Nie rozmawialiśmy ze sobą dużo, ale to było łatwiejsze. Ja nie pytałem, ona nie pytała, tylko praca i tylko to po co tam byłem, czyli ogród. Oczywiście musiałem też udawać, że nie widzę kolesi przyłażących do niej codziennie, rozumiecie to? 65 lat a codziennie odwiedzali ją inni kolesie i to nie w tym samym wieku a młodsi co najmniej o połowę i co najmniej w moim typie. Aż nie do wiary, że to właśnie z nią… Chyba powinienem się ich zapytać dlaczego to robią, bo coraz mniej to rozumiem. W ogóle tego nie rozumiem, a wydawało mi się, że nie jestem aż tak głupi…



***********
Oki, jako, że Natala już pewnie nic nie napisze, to ja to zrobię. Wiem, że się ociągamy z rozdziałami ((JA MAM NAPISANY DO 5 PRETENSJE NIE DO MNIE)), ale jeeeeeest! Pierwszy, wybaczcie jak za krótki. Mamy nadzieje, że się podobał i że napiszecie komentarzy milionyyyyyy :) No to do następnego :)



3 komentarze:

  1. Ja przepraszam cię/was, ale uśmiałam się czytając to jak nie wiem :D
    Tak szczerze mówiąc to perspektywa Zayna była lepiej napisana, just saying.
    Ale nie powiem, przydałaby się jakaś ogólna korekta, bo momentami aż oczy bolą :P
    Proszę bardzo, Oliwio, masz komentarz :D
    Ciesz się i raduj xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie korekta by się przydała?

      Usuń
    2. No jak to gdzie? W rozdziale, taka ogólna korekta, żeby poprawić wszelkie błędy ortograficzne i językowe.

      Usuń